Dzisiaj ukazał się mój cotygodniowy tekst w Dzienniku Gazecie Prawnej na ten temat.
Dzisiaj ukazał się mój cotygodniowy tekst w Dzienniku Gazecie Prawnej na ten temat. W tekście pokazuję, że wśród wielkich polskich firm (pierwsza 20) są albo firm częściowo państwowe, albo firmy których właścicielem jest kapitał zagraniczny, i tylko jedna polska firma prywatna. Dlatego rola rządu w ekspansji międzynarodowej polskich gigantów jest kluczowa, czy tego chcemy czy nie. Tymczasem rząd …. o tym w artykule.
Ukazał się też wywiad ze mną w Gazecie Lubuskiej.

Dzisiaj miałem długą rozmowę z prezesem potężnej greckiej korporacji, który wyjaśniał mi dlaczego Grecja ma kłopoty i co będzie dalej.
Poniżej historia o nadchodzących problemach w Chinach, o katarskiej pustyni i dlaczego każdy chce tutaj zostać policjantem. Oraz kilka ciekawych zdjęć z pustyni, powyżej pustynia wieczorem.
Sądzę, że ta Pana "wolnorynkowość" to taka zmyłka. Panu jest na rękę wielki rząd, który prowadzi aktywną politykę gospodarczą, bo Pan sam działa głównie jako człowiek, który działa głównie w kuluarach spotkań polityków i biznesmenów - jak opisał to Pan np. w poście "Po wizycie w Gorzowie Wielkopolskim".
Z dnia na dzień coraz bardziej rozczarowuję się.
Wszyscy uważni zauważyli na pewno, że jest Pan zawsze "za, a nawet przeciw". Schlebia Pan różnym środowiskom wygłaszając dobrze brzmiące slogany. Wszystko to jest niespójne.
Wydaje się Pan bardziej politykiem-piarowcem, który żongluje ideami i ideałami w dowolny sposób niż ekonomistą-naukowcem, a na pewno nie zwolennikiem prawdziwie wolnego rynku.
To, że w "grze" oficjalnie obstawia Pan przeciwko ekipie Tuska, to za mało, żeby Panu zaufać.
Zdaje sobie Pan przecież sprawę, że po Tusku przyjdą "tuskopodobni", a Panu w to graj! Nie chce Pan zmiany reguł. Zachowuje się Pan tak, jakby grał nie o zmianę jakości rządzenia tylko o zmiany personalne. To za mało, żeby zmienić Polskę.
Przepraszam za skróty myślowe, ale chyba wiadomo o co chodzi.
Nawet jeśli dlugofalowo wspieranie "globalnej" ekspansji polskich firm miałoby mieć teoretycznie sens, to całość rozbija się o "rzeczywistość skrzeczy", czyli o praktykę.
Założę się, że "globalna ekspansja" firmy wspierana przez rząd będzie wyglądać mniej więcej tak:
1. Bank Gospodarstwa Krajowego (czytaj rząd) udziela gwarancji bankowych.
2. Firma bierze w banku kredyt na zagraniczną inwestycję.
3. Kłopot - za granicą pieniądze się rozeszły po "kontrahentach" i siedzą gdzieś na "Kajmanach".
4. Inwestycji nie przyniosła spdziewanych efektów.
5. Podnosimy podatki, by zrealizować gwarancje udzielone przez BGK.
PS. Oczywiście scenariusz nie jest taki prosty. Można na przykład za te pieniądze kupić działkę "roponośną", na której (och, co za pech) nie ma ropy. Albo zbudować za granicą "drogą słomianą inwestycję, która później zgnije sobie na świeżym powietrzu". I co się zrobi? - "Protokół zniszczenia" :-)
Chyba, że zaczniemy inwestować w firmy niemieckie. Ale takim fantastą to już nie jestem.